Strona startowaInformacjeArchiwumPomocCMSZmiana językaKontakt  

Urząd Miasta i Gminy
Aktualności
Informacje
Historia
Rolnictwo
Infrastruktura
Galeria zdjęć
Geografia
Strefa ekonomiczna
Special Economic Zone
Ciekawostki
Mieszkańcy
Gminy partnerskie
Przejrzysta Polska
Mapa gminy
Komunikacja miejska
OSP Jelcz - Laskowice

Urząd Miasta i Gminy
Jelcz-Laskowice
ul. Wincentego Witosa 24
55-230 Jelcz-Laskowice

tel.: +48 (0) 71 381 71 22
fax: +48 (0) 71 381 71 11

um.info@jelcz-laskowice.pl

Wstęp do historii · Skąd się wzięły nazwy: Śląsk, Jelcz i Laskowice · Najdawniejsze dzieje · Jelcz i Laskowice pod panowaniem pruskim · I Wojna Światowa · Fünfteichen
Najstarsze ślady osadnictwa na terenie Jelcza i Laskowic pochodzą z okresu neolitu, młodszej epoki kamiennej (od ok. 4500 do 1800 lat p.n.e.). Są to głównie znaleziska luźne, takie jak toporki czy siekierki oraz kilka osad. Stosunkowo duża liczba stanowisk związana jest z epoką brązu (od ok. 1800 do 400 lat p.n.e.), reprezentowaną głównie przez kulturę łużycką w postaci śladów osadnictwa, osad i cmentarzysk.

Z dużym prawdopodobieństwem możemy przypuszczać, że w tzw. okresie wpływów rzymskich (od ok. 400 lat p.n.e. do 500 lat n.e.) przez tereny Jelcza i Laskowic, wzdłuż rzeki Odry przebiegał szlak bursztynowy, czyli trakt polny wiodący znad Morza Śródziemnego nad Morze Bałtyckie i z powrotem. Tym właśnie traktem wędrowali kupcy, prowadzeni przez przewodników. Nad Morze Bałtyckie wieźli z południa wino, monety oraz srebrne, złote i szklane ozdoby, naczynia, broń i tkaniny. Wymieniali je na cenny bursztyn, który z kolei transportowali nad Morze Śródziemne.

Zaledwie kilka znalezisk archeologicznych na obszarze Gminy Jelcz - Laskowice pochodzi z tego okresu.

Liczniejsze stanowiska reprezentują czasy wczesnego średniowiecza (od ok. V do połowy XIII wieku), natomiast najwięcej, przede wszystkim ślady osadnictwa, a szczególnie fragmenty glinianych naczyń, wiąże się z okresem późnego średniowiecza (od połowy XIII do końca XV wieku).

Ogółem odnotowano 185 stanowisk archeologicznych, głównie śladów osadnictwa, osad i cmentarzysk.

Najdawniejsza wiadomość dotycząca Laskowic, zupełnie pewna, pochodzi z 28 czerwca 1203 r. Zawarte tam informacje pozwalają cofnąć historię tej miejscowości jeszcze o mniej więcej sto lat. Otóż w 1203 r. książę z dynastii Piastów, Henryk Brodaty panujący wtedy na całym Dolnym Śląsku, nadał dokument fundacyjny,( poświadczający założenie i nadanie wielu przywilejów klasztorowi cysterek w Trzebnicy. W dokumencie tym wymienione są wsie, które bezpośrednio weszły w skład posiadłości klasztoru oraz inne, które zostały tam uwzględnione z powodu różnych transakcji poprzedzających założenie klasztoru. Wśród nich zapisano nazwę wsi - Lazcoucki - Laskowice. Dowiadujemy się też, że Laskowice wraz z inną wsią Kamień, prawdopodobnie dzisiejszym Kamieńcem Wrocławskim, (w dokumencie de Kamene) były od dawna przedmiotem starań niejakiego Leonarda, który rozpoczął je jeszcze za życia ojca Henryka Brodatego, księcia Bolesława Wysokiego, w drugiej połowie XII wieku. Książę Bolesław Wysoki panował na Śląsku od 1163 r. Można przyjąć, że Leonard rościł sobie prawa do Kamienia i Laskowic, ponieważ kiedyś należały one do jego rodu. Bolesław Wysoki nie chciał jednak się zgodzić na oddanie wyżej wymienionych wsi. Dopiero Henryk Brodaty w 1203 r., mocą dokumentu fundacyjnego oddał Leonardowi Laskowice, jednak w zamian za inną wieś, Węgrzynowo, podarowaną zamiast Laskowic trzebnickim cysterkom. W 1208 r. i potem jeszcze w 1218 r. Henryk Brodaty wydał nowe dokumenty, w których potwierdził wszystkie wcześniejsze nadania dla klasztoru cysterek w Trzebnicy. Historia Laskowic została w nich ponownie powtórzona. Dokumenty z 1203 i 1208 r. zachowały się do naszych czasów w pergaminowych oryginałach, z częściowo tylko uszkodzonymi pieczęciami. W jednym i drugim dokumencie Leonard nazywany jest mianem "dominus Leonardus". Określenie dominus - pan było w tamtych czasach przydawane duchownym, rzadziej osobom świeckim, wysoko postawionym w hierarchii społecznej. Leonard należał więc do zamożnego rodu. Prawdopodobnie był wnukiem Piotra Włostowica i synem jego najbardziej znanego potomka Świętosława.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że 28 czerwca 2003 r. minęło dokładnie 800 lat od wydania dokumentu Henryka Brodatego.

Piotr Włostowic, to postać tajemnicza i osnuta legendami. Urodził się pod koniec XI stulecia. O jego młodości niewiele możemy powiedzieć, ze względu na brak materiału źródłowego. W historiografii powszechnie przyjęło się zaliczać Piotra Włostowica do bogatego i potężnego rodu Łabędziów, który z dziada pradziada zamieszkiwał ziemie Śląska. Inna z hipotez wskazuje na możliwość pochodzenia rodziny Piotra Włostowica od książąt plemiennych Ślężan. Książę Bolesław Krzywousty powierzył mu najwyższą w państwie funkcję palatyna, posiadającego prawo wykonywania sądów w imieniu księcia, nadzoru nad bezpieczeństwem i porządkiem na dworze władcy oraz wojewody, czyli dowódcy wojsk, w zastępstwie księcia. Włostowic był również krewnym księcia i wychowawcą, a potem także palatynem, jego najstarszego syna Władysława II, nazwanego potem Wygnańcem. Po 1125 r. Piotr Włostowic założył wiele kościołów i klasztorów na Śląsku. Tradycja podaje aż 77 fundacji, ale już Jan Długosz doliczył się tylko 43, co i tak stanowiło ogromną liczbę i dawało Włostowicowi pierwsze miejsce w Polsce pod tym względem. W 1128 r. założył i bogato uposażył dom zakonny dla kanoników regularnych na Ślęży, których przeniesiono potem w 1148 r. na Wyspę Piaskową we Wrocławiu, ponieważ mnichom nie odpowiadał niezdrowy klimat. Inną znaną i znaczną fundacją z 1139 r. było benedyktyńskie opactwo na Ołbinie - ówczesnym przedmieściu Wrocławia. Budowle klasztorne rozebrano, ale do dzisiaj możemy oglądać piękny romański portal z tego opactwa, wmurowany w 1546 r. w zewnętrzną ścianę kościoła Św. Marii Magdaleny przy Kurzym Targu, jednej z najstarszych wrocławskich uliczek.

W wyniku wielu skomplikowanych wydarzeń doszło w 1145 r. do poważnego konfliktu między księciem Władysławem Wygnańcem a Piotrem Włostowicem. Potężny palatyn został porwany, oskarżony o zdradę, skazany na konfiskatę dóbr, oślepienie i wyrwanie języka oraz wygnanie z kraju. Do Polski powrócił w 1147, a zmarł w 1153 r. Natomiast książę Władysław zapłacił za tę decyzję utratą władzy i już w 1146 r. musiał uchodzić z kraju na zawsze. Dlatego historia nadała mu przydomek - Wygnaniec.

O niezmierzonych bogactwach wielkiego i wpływowego wielmoży śląskiego opowiadano legendy. W jego rękach znajdowały się liczne dobra ziemskie leżące przede wszystkim w okolicach Ślęży, na ołbińskim przedmieściu Wrocławia, ale także poza granicami Śląska. Wśród nich była też przez jakiś czas Oława oraz kilka wsi pod Wrocławiem. Istnieją przesłanki, na podstawie których można przyjąć, że Laskowice mogły należeć kiedyś do samego Piotra Włostowica i zostały mu odebrane w 1145 r., w głośnej konfiskacie, przez Władysława Wygnańca, ojca Bolesława Wysokiego i dziadka Henryka Brodatego.

Powrót Laskowic do rąk wnuka Piotra Włostowica, Leonarda w 1203 r. był wyrazem pojednania między rodem książęcym a rodami śląskimi, w tym z rodem Włostowiców i rodami krakowskimi. Henryk Brodaty realizował politykę zmierzającą do wzmocnienia gospodarczego i politycznego oraz ostatecznie do zjednoczenia ziem polskich i zakończenia rozbicia dzielnicowego. Cele te mogły być uwieńczone sukcesem jedynie w atmosferze zgody między najpotężniejszymi rodami tych ziem, w myśl starej polskiej sentencji: zgoda buduje, niezgoda rujnuje.

Wspomniana wyżej laska opolna była z pewnością własnością rodową komesa Leonarda Włostowica.

W tym czasie Laskowice zamieszkiwał ród Sułkowiczów. Nazwa Jelcz po raz pierwszy pojawiła się w bulli wrocławskiej wydanej przez papieża Innocentego IV 9 sierpnia 1245 r. Papież przypisał Jelcz mocą tego dokumentu do posiadłości kościelnych diecezji wrocławskiej, zarządzanej wtedy przez biskupa Tomasza. W roku 1268 inny dokument także wymienia nazwę Jelcz. Dowiadujemy się z niego, że Jelcz jest grodem godnym przyjęcia licznego orszaku księcia Włodzisława, sprawującego regencję w księstwie wrocławskim w imieniu małoletniego księcia Henryka IV Probusa, późniejszego władcy Śląska i Krakowa. Prawdopodobnie wspomniany gród powstał znacznie wcześniej i był zapewne kontynuacją poprzednich osad, także o charakterze obronnym. Być może była to warownia w systemie obronnym Ślężan, potem - już w ramach państwa polskiego - w systemie obronnym Polski. Początkowo zamieszkiwał tutaj jakiś ród, ale z biegiem czasu, w trakcie formowania się organizacji państwowej, osada grodowa przeszła w ręce księcia Włodzisława, syna Henryka Pobożnego, ówczesnego biskupa salzburskiego, który od 1250 r. współrządził dzielnicą wrocławską z Henrykiem III Białym, a potem po jego śmierci, od 1266 r. ogłosił się jedynym panem tej dzielnicy. Rozbudowę jelczańskiego grodu należącego wtedy do księcia Włodzisława nadzorował niejaki Więcesław, mąż św. Bratumiły znanej nam z "Żywotu św. Jadwigi" (żony Henryka Brodatego).

Na podstawie przekazów źródłowych możemy przypuszczać, że komesami na jelczańskim grodzie byli wtedy panowie z rodu Osinów.

W tym czasie prawdopodobnie wieś Jelcz była typową osadą polską, gdzie domy stały wzdłuż drogi (tzw. ulicówka), a jej mieszkańcy byli Polakami. Jelcz nie posiada dokumentu lokacyjnego, co świadczy o tym, że wieś nie przyjmowała nowych przybyszów. Więc Jelczanie byli tu osiedleni od wieków. Zajmowali się zapewne zwykłymi dla tego okresu posługami na rzecz grodu i na pewno flisactwem, ponieważ osada leżała nad Odrą.

Od 1270 r. dziedzicem wrocławskiej dzielnicy był Henryk IV Probus. Jelcz musiał być ważną siedzibą dla księcia, skoro dokument wydany przez niego w 1279 r. mówi, iż Henryk IV chce koniecznie nabyć wieś Minkowice, ponieważ jest mu ona niezbędnie potrzebna, gdyż ma dogodne położenie w stosunku do Jelcza. Na podstawie tego dokumentu wiemy też, że zamek Jelcz został wtedy rozbudowany. Książę na pewno nie powiększałby tej budowli, gdyby nie miała dla niego istotnego znaczenia.

Z wielką ostrożnością możemy przypuszczać, że w końcu XIII wieku na miejscu dzisiejszego XIX - wiecznego pałacyku w parku w Laskowicach, mogła istnieć drewniana budowla o charakterze myśliwskim. Przemawia za tym istnienie w spisie z 1645 r. nazwy Stary Jelcz w odniesieniu do omawianego miejsca oraz zapis mówiący, że obecna kaplica (ta z 1645 r.) powstała w miejscu "kaplicy z okresu polowań."

Po śmierci Henryka IV Probusa w 1290 r., Wrocław miał przypaść Henrykowi głogowskiemu (zwanemu też Głogowczykiem), ale mieszczanie wrocławscy powołali do objęcia rządów Henryka V Grubego. Nowy władca także docenił zalety i znaczenie grodu położonego na wyspie, niedostępnego, leżącego w bezpiecznej odległości od państwa Henryka głogowskiego i nie narażonego, tak jak Wrocław, na jego ataki.

3 marca 1293 r. Henryk V Gruby wydał akt lokujący na prawie niemieckim istniejącą już wieś Laskowice, w książęcym "lesie Laskowiec," nieopodal dawnego gródka Leonarda. Wcześniej gródek ten przypuszczalnie nazywał się Soloszowice. Nową wieś Laskowice ulokowano zapewne kilkaset metrów na północny zachód od dawnej wsi o tej samej nazwie. Ogółem książę przeznaczył na ten cel 40 małych łanów w swoim lesie, leżącym nieopodal Jelcza oraz kwotę 60 grzywien. Zaznaczył przy tym, że zasadźca, którym był jego nadworny kucharz Jakub, ma wyznaczyć 20 małych łanów dla piekarzy, 3 dla browarników i 7 dla kucharzy książęcych, których wymieniono z imienia. Dostali oni od 0,5 do 1,5 małego łana, dając między innymi początek wsi Piekary, która pełniła funkcję wsi służebnej. Pozostałe łany otrzymali: 2 Kościół, 1 świadek Piotr Lubno oraz 7 kucharz Jakub, który miał także prawo, z tytułu pełnienia funkcji sołtysa, do udziału w karach pieniężnych, prawo założenia karczmy, młyna, ławy wiejskiej, piekarni, i warsztatu szewskiego.

Uznajemy rok 1293 za początek napływu ludności obcej w okolice Jelcza. Z tego roku pochodzi wiadomość o chłopie Czechu, który tu osiadł. Wśród 15 ówczesnych chłopów odnotowano 14 imion słowiańskich oraz jedno chrześcijańskie, przy czym trudno ustalić jego przynależność narodową. Imion niemieckich nie spotykamy.

Po śmierci Henryka V Grubego w 1300 r., jego trzej synowie: Władysław, Bolesław i Henryk objęli władzę po ojcu i w 1311 r. ostatecznie podzielili Śląsk na trzy dzielnice. Jelcz dostał się w posiadanie Bolesława III, księcia legnicko - brzeskiego i stał się tym samym grodem granicznym między księstwem wrocławskim a dzielnicą Bolesława. Dzięki swojemu strategicznemu położeniu Jelcz zyskał nowe możliwości odegrania ważnej roli w dziejach Śląska, zwłaszcza w czasie zatargu między księciem Henrykiem wrocławskim, a Bolesławem III. Był wtedy ważną i dobrze położoną bazą wypadową w okolice Wrocławia.

9 maja 1329 r. Bolesław III został zmuszony do złożenia hołdu lennego królowi czeskiemu Janowi Luksemburskiemu. Podobny hołd złożyli również synowie Bolesława: Bolesław, Wacław i Ludwik 30 lipca 1343 r. Oba listy lenne między grodami i miastami wymieniają nazwę Jelcz. Już wtedy zamek Jelcz został oddany w lenno rycerskiemu rodowi Borszniców.

Kiedy zniemczony patrycjat Wrocławia zajął stanowisko antypolskie i opowiedział się za zwierzchnością Czech, Bolesław III i jego synowie szukali oparcia u polskich królów: Władysława Łokietka, potem u Kazimierza Wielkiego i w końcu u Władysława Jagiełły. Wydaje się, że nigdy nie zrezygnowali oni z myśli połączenia całego Śląska środkowego z Wrocławiem. Walka z proniemieckim Wrocławiem nie była jednak łatwa. Jawne wystąpienie, zbrojne lub polityczne, spowodowałoby na pewno szybką i skuteczną interwencję Jana Luksemburskiego, zapewne dlatego Bolesław III, aby osiągnąć swój cel posłużył się sprytem i podstępem. Wydany w 1352 r. dokument biskupa wrocławskiego Przecława z Pogorzeli, zażartego wroga Polski, donosi, że "bracia Borsznicowie Konrad i Jan, synowie Hermana, panowie Jelcza, naruszyli prawa sąsiedniego obszaru kościelnego (Ratowice, Kotowice, Miłoszyce), a mianowicie lasy, łąki, wody, rybactwo i bartnictwo. Łupili i grabili poddanych biskupa, uprowadzali, niszczyli i dopuszczali się innych nieprawości." Rozzłoszczony biskup nałożył na nich interdykt, a kiedy i to nie poskutkowało, ekskomunikował Borszniców i kazał ich "wykluczyć od jedzenia i picia, pozdrowienia, rozmowy, zakupu i sprzedaży, gościny i chrześcijańskiego pochówku." Prawdopodobnie książę Ludwik, a być może już jego ojciec, umyślnie nadał zamek Jelcz wojowniczym Borsznicom, by uczynić z tego miejsca ośrodek dywersji przeciw niemieckiemu patrycjatowi. Po ekskomunice Borsznicowie byli zmuszeni opuścić Jelcz. Władali zamkiem jeszcze do 1398 r., a utracili go także dlatego, że stanęli po stronie księcia Władysława Opolczyka, utrzymującego kontakty z Krzyżakami, którzy szykowali się wtedy do wojny z Polską.

W końcu lat pięćdziesiątych XIV wieku, panem na zamku Jelcz mienił się niejaki rycerz Hogerus z rodu Prittvitz, lennik księcia Ludwika. Protoplastą tego rodu był Piotr de Prawticz. Nazwisko to zapisywano też jako: Priticz, Preticz lub Pretewicz. Polscy Pretwicze mieli w herbie czerwono - białą szachownicę. Już wcześniej, gdy zamkiem władała rodzina Borszniców, do Pretficzów należały Laskowice i przyległe wsie. W 1360 r. dochód z dóbr jelczańskich, Piekar i Laskowic został przepisany na żonę Hogerusa Agnieszkę, a ich najstarszy syn Czenko, jest określony w dokumentach mianem pana Jelcza. Przekazy źródłowe sugerują jednak, że władza Pretficzów w Jelczu była tylko nominalna. Może istniała jakaś tajna umowa między księciem Ludwikiem, Pretficzami i Borsznicami, na mocy której Pretficzowie zarządzali Jelczem tymczasowo. Prawdopodobnie byli jedynie namiestnikami, dzierżawcami dóbr książęcych, ponieważ gród Jelcz znajdował się wtedy w wyłącznej dyspozycji księcia.

W 1375 r. książę Ludwik zatwierdził sprzedaż części rocznego czynszu z dóbr jelczańskich braciom: Piotrowi, Hankowi, Janowi i Mikołajowi Ohm przez Jana i Czenka Pretficzów, za zgodą ich matki. Wynika więc z tego, że majątek jelczański musiał być znaczny, skoro przynosił dochody kilku rodzinom.

Podobnie jak Borsznicowie biskupowi Przecławowi z Pogorzeli, tak Pretficzowie narazili się biskupowi Henrykowi z Wierzbna. Powodem sporu był, tym razem, las graniczny. W 1380 r. książę Ludwik przyznał las kapitule wrocławskiej, natomiast Pretficzowie mieli prawo do wycinania tam drzew na budowę domu w Jelczu. Drewno było potrzebne przypuszczalnie do naprawy grodu albo do wznoszenia budynków gospodarczych.

W 1380 r. Pretficzowie zwrócili Jelcz Borsznicom, pobierając od nich 500 grzywien, którymi pokryli koszt renowacji posiadłości. Nadal całkowite zwierzchnictwo nad Jelczem było zastrzeżone dla księcia Ludwika. Kilka lat później Borsznicowie odkupili od braci Ohm część rocznego czynszu z Jelcza i tym samym stali się znowu pełnoprawnymi właścicielami dóbr jelczańskich. Pretficzowie osiedlili się w tym czasie w Laskowicach, wiemy też, że posiadali majątki w księstwie oleśnickim. Pan księstwa oleśnickiego opowiedział się przeciw Władysławowi Jagielle i być może ten fakt oraz propaganda krzyżacka spowodowały, że przedstawicieli tego rodu spotykamy już w latach 1384 - 1398 w szeregach Zakonu Krzyżackiego. Niejaki Kasper Pretficz był między innymi komturem Brzeziny w okręgu elbląskim i krzyżackim wójtem Świdwina w okolicach Koszalina. Jacyś Pretficze walczyli też w bitwie pod Grunwaldem po stronie Zakonu, w drużynie księcia Konrada oleśnickiego. Co ciekawe, w Złotej Księdze Zakonu z tamtych czasów, do której wpisywano darowizny oraz kosztowności i złoto pozostawione w depozycie w Malborku przez dowódców rot(6 i gości Zakonu, figurują jako towarzysze Janusza Borsznica - Jan, Mikołaj i Piotr Pretficzowie.

Pod koniec XIV wieku Jelcz stracił dawne znaczenie. Książę Ludwik zrzekł się w 1383 r. praw do Wrocławia i związał się z polityką króla polskiego Władysława Jagiełły. Po śmierci Ludwika w1398 r. Borsznicowie opuścili Jelcz. Wiemy jednak, że w innych rejonach Polski posługiwali się tytułem Jelcz - Borsznic. Panami jelczańskiego grodu po 1398 r. byli Henryk VIII i Henryk IX.

Rok 1420 był początkiem wojny husyckiej, prowadzonej pod hasłami "ubogiego kościoła" i powszechnej równości, w Czechach i krajach ościennych w latach 1419 - 1434. Wojna toczyła się między zwolennikami czeskiego reformatora religijnego Jana Husa, a obrońcami dawnego porządku. Jednocześnie w miastach narastał konflikt między plebsem i niemieckim patrycjatem. Ówczesny cesarz niemiecki Zygmunt Luksemburski, nieprzejednany przeciwnik husytów, w opanowanym przez siebie Wrocławiu kazał stracić 23 przywódców wystąpień przeciw najbogatszym mieszkańcom tego miasta. W 1425 r. na Śląsk wkroczyły oddziały taboryckie. W 1427 r. husyci zajęli część Śląska i równocześnie rozeszła się wieść, że kierują się przeciwko nim wojska polsko - litewskie. Stojąc na granicy księstwa wrocławskiego, Jelcz odzyskał dawne znaczenie. Tutaj przebywał wtedy kolejny pan Jelcza książę brzeski Ludwik, który w 1428 r. zapisał "dom Jelcz" swojej żonie Małgorzacie - księżniczce opolskiej i siostrze Bolka V opolskiego. Mocą tego dokumentu książę opolski Bolko stał się opiekunem jelczańskiego majątku. Książę Ludwik uczynił ten krok, aby Jelcz nie dostał się w ręce niemieckie. Zygmunt Luksemburski nie darzył Bolka V opolskiego sympatią. W ten sposób Jelcz znalazł się między twierdzami będącymi ostoją polskości i ruchu husyckiego. Kto wie czy właśnie z jelczańskiego grodu książę Bolko nie zamierzał uderzyć na majątki biskupie i księstwo wrocławskie w 1430 r. wiedząc, że położenie Jelcza nad Odrą czyni go niezdobytym. Wyprawa przygotowana przez patrycjat wrocławski i biskupa Konrada w 1433 r. ominęła Jelcz, natomiast w pobliskiej Oławie dokonano masakry husytów i, jak pisano, później "napełniono nimi studnie."

Brak zdecydowanej postawy państwa polsko - litewskiego wobec sprawy śląskiej i upadek ruchu husyckiego, były przyczyną powstania w 1433 r. ogólnego związku książąt śląskich, którego celem było utrzymanie pokoju w kraju. Ludwik brzeski nie tylko musiał przyłączyć się do spisku, ale na polecenie biskupa Konrada oleśnickiego, przywódcy spisku, musiał sprzedać mu Jelcz za 100 kóp groszy reńskich. Miało to miejsce w 1433 r. Równocześnie Ludwik zobowiązał się "uwolnić zamek Jelcz od swego szwagra Bolka opolskiego i jego synów, opiekunów żony Ludwika, Małgorzaty." Jelcz został więc przyłączony do innych posiadłości biskupa Konrada oleśnickiego, mianowicie do Kotowic, Ratowic i Miłoszyc. Jak na tamte czasy cena Jelcza była bardzo wysoka, aby ją zdobyć, biskup musiał zastawić inną swoją posiadłość - Biskupice. Jednak już w 1440 r. Konrad oleśnicki oddał dobra jelczańskie w zastaw rycerzowi Wawrzyńcowi von Rovan, ponieważ popadł w długi. Po pół roku Jelcz wrócił do biskupa, gdy ten oddał rycerzowi dług w wysokości 1 200 złotych guldenów węgierskich i był jego domem od 1444 r. do śmierci (1447 r.). Przekazy źródłowe informują nas, że żyło mu się tutaj dobrze i wesoło.

W tym czasie księżna Małgorzata bezskutecznie próbowała odzyskać prawa do Jelcza. Wiemy, że adwokatami w tej sprawie byli: wrocławski archidiakon(9 Otto von Beess i rycerz Mikołaj z Jaryszowa.

Nowy biskup wrocławski Piotr Nowak, po naradzie z kapitułą wrocławską w 1452 r., postanowił sprzedać zamek Jelcz wraz z wsią o tej samej nazwie, wsią Piekary, dochodami z cła lądowego i wodnego oraz wszystkimi prawami, także sadowniczymi, które książę Ludwik brzeski przelał na biskupa Konrada oleśnickiego. Nowym właścicielem jelczańskiego zamku został Jan Kotuliński, szlachcic z Górnego Śląska, a zapłacił za nabyte dobra 600 grzywien w groszach. W zamian za zwolnienie ze wszystkich posług i danin został lennikiem kolejnych biskupów wrocławskich. Po jego śmierci (w 1506 r.) zamek i wieś Jelcz odziedziczyli syn Janek z żoną Katarzyną, a Piekary i 50 węgierskich guldenów drugi z synów Jana Kotulińskiego - Mikołaj.

Tymczasem rodzina Borszniców prawdopodobnie nie wyrzekła się praw do Jelcza. Na podstawie dokumentów widzimy ich udział w majątku jelczańskim. Wiadomo także, że żoną Jana Kotulińskiego była Małgorzata z domu Borsznic. Jej rodowy upór i zawziętość dały znać o sobie w czasie kłótni z miastem Oławą w 1481 r. o cło na Odrze. Jako rozjemca sporu musiał interweniować wrocławski biskup Rudolf.

W 1507 r. Jelcz znowu zmienił właściciela. Janek Kotuliński sprzedał zamek Jelcz, karczmę z młynem i wieś znanemu humaniście Janowi Metzlerowi, szwagrowi biskupa Jana Turzona. Za Jana Metzlera poręczyli: Konrad Borsznic, Mikołaj Kotuliński z Piekar i Jan Reidburg. Postanowiono przy tym, że "dzwony zabrane kościołowi mają być zwrócone." Z powyższej informacji wynika, że w jelczańskiej wsi musiał być kościół zbudowany zapewne dużo wcześniej, natomiast nie wiemy dokładnie, na czym polegał konflikt dotyczący wspomnianych dzwonów.

Źródła historyczne dostarczają nam informacji, z których wynika, że rodzina Kotulińskich dążyła do stałego związania się z jelczańskim majątkiem. Od cesarza Maksymiliana I, po długich staraniach, Mikołaj Kotuliński otrzymał tytuł barona Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Wydarzenie to miało miejsce w październiku 1508 r., więc rok po sprzedaży zamku Jelcz przez brata Janka. Podstawą do otrzymania tego tytułu był jelczański majątek i prawdopodobnie usługi ofiarowane przez Mikołaja Habsburgom. Sądzimy tak, ponieważ sama procedura otrzymania tego znaczącego miana trwała długo i była najprawdopodobniej niezgodna z prawem. Tylko właściciele wolnych majątków mogli otrzymać tytuł barona, a Kotulińscy byli przecież lennikami wrocławskiego biskupa.

Kotulińscy szybko nawiązali sąsiedzkie stosunki z okolicznymi rodami i umocnili swoją pozycję na tym terenie. Siostra Janka i Mikołaja Kotulińskich wyszła za mąż za pana na Laskowicach Mikołaja Pretficza - Hoygera. Druga z sióstr, Barbara, poślubiła w 1498 r. Bartłomieja Muensterberga z Minkowic.

Za długi Jana Metzlera, Jelcz po jego śmierci przeszedł w ręce Wawrzyńca Sablata z Tręczyna, a 15 maja 1508 r. kupił go bogaty wrocławski kupiec Konrad Sauermann.

Saurmowie pochodzili z małego miasteczka Gefrees, leżącego niedaleko granicy czeskiej w paśmie Rudaw. Konrad przybył do Wrocławia razem ze swoimi stryjami, także kupcami, Sebaldem i Kasprem. Pozostał tutaj, a jego krewni podążyli dalej. Wiemy o nim, że szybko dorobił się znacznego majątku na handlu i lichwie. Był katolikiem. Mawiał o sobie, że pochodzi z frankońskiego rodu, a jego ulubionym powiedzeniem było "ibi patria ubi bene," czyli: tam ojczyzna, gdzie dobrze. Za Jelcz zapłacił 3 400 złotych guldenów, a biskup Jan Turzon potwierdził akt zakupu z tytułu swojej zwierzchności lennej nad dobrami jelczańskimi. W latach 1506 - 1514 Konrad Sauermann piastował najwyższe godności miasta Wrocławia. Był rajcą, ławnikiem, starszym rady miejskiej i nawet starostą. Ustąpił z rady miejskiej w 1515 r. Interesował się górnictwem, a handlując w Polsce i poza jej granicami dorobił się wielkiego majątku. O jego bogactwie świadczy fakt, że w 1510 r. miał w Wenecji należności na 6 100 talarów. Pod datą 1519 w annałach zgorzeleckiego burmistrza i kronikarza Jana Haase czytamy, że Konrad Sauermann zobowiązał się dostarczyć wielkie ilości płótna dla Ludwika - króla Węgier i Czech. Zatem musiał to być wyjątkowo przedsiębiorczy, sprytny i mądry człowiek. Nic dziwnego, że pierwszy z Saurmów na jelczańskich włościach mógł sobie pozwolić na renowację i budowę umocnień obronnych oraz wspaniałe wyposażenie zamku. Na podstawie opisów Hansa Lutscha z drugiej połowy XIX wieku wiemy, że Konrad kazał wzmocnić skarpę wału obronnego. Odbudował pochodzący z XIII wieku portal, czyniąc z niego istotny element obronny, tzw. bramę odrzańską, zbudowaną na wzór bramy zakonu Joannitów w Stargardzie na Pomorzu. W ten sposób powstał tunel w skarpie wału, niewidoczny od strony Odry, ponieważ zasłaniał go blok piaskowca. W mury zamku zostały wbudowane bloki ciosanego piaskowca z otworami strzelniczymi, które były u góry prostokątne, a u dołu okrągłe. Data wyryta na jednym z tych ciosów, zdaniem wspomnianego Hansa Lutscha mówiła o tym, że przebudowę zamku zakończono w 1518 r.

Konrad Saurman zdobył wśród śląskich rodów pozycję godną pełnionych funkcji i potężnego majątku. Wśród jego gości spotykamy np. w 1525 r. księcia Jerzego Brandenburskiego, krewnego Fryderyka legnickiego. Wiemy też, że Saurmowie utrzymywali kontakty z najzamożniejszymi rodami na Śląsku: wheaterami, Dohnami i Püclerami. Syn Konrada, Jerzy pełnił funkcję proboszcza katedry wrocławskiej i równocześnie pozostawał w służbie Habsburgów. W 1527 r. jako ich posłaniec udał się do Rzymu i tam tragicznie zginął. Aby wynagrodzić zrozpaczonemu ojcu utratę syna, wdzięczny cesarz Karol V obdarował go w 1550 r. tytułem szlacheckim. Skróceniu uległo z czasem brzmienie nazwiska Sauermannów na Saurma. Potem, kiedy ich pozycja i prestiż dorównały najznamienitszym rodom śląskim, Saurmowie zaczęli używać bardziej arystokratycznej formy: von Saurma - Jeltsch.

Konrad Saurma umarł w 1554 r., przekazując swojemu najstarszemu synowi Konradowi II wielki majątek. Poza zamkiem i wsią Jelcz należały do niego także wsie: Piekary, Ratowice, Jeszkowice, Lipniki, Janików, Starościna (opolska), Wojnowice, Wójcice i Gniewków lub Gniewkowo. Nazwa tej ostatniej miejscowości jest w dokumencie niewyraźnie napisana. Pozostawiając całość zgromadzonych dóbr w rękach najstarszego syna, założyciel rodu zabezpieczył je przed rozdrobnieniem, roztrwonieniem i upadkiem. Saurmowie w każdym pokoleniu mieli wiele dzieci. Ich synowie i córki wżeniali się w okoliczne rodziny zapewniając stabilność i wzrost znaczenia rodowemu majątkowi. Dzięki koligacjom z Pretficzami w ich rękach znalazły się Laskowice. Stosunki rodzinne z rodami Kotulińskich i Borszniców ugruntowały posiadanie Jelcza, a musimy pamiętać, że miały one różne prawa do tych posiadłości z racji nabytych w przeszłości wielu praw i dóbr należących do majątku.

W XVI wieku w Europie nastąpiła reformacja - ruch religijny zmierzający do odnowy i naprawy stosunków panujących w Kościele Katolickim. Nowe poglądy na sprawy wiary stały się podstawą wyznań protestanckich (przede wszystkim luteranizmu i kalwinizmu). Po wystąpieniu Marcina Lutra w 1517 r. reformacja ogarnęła wiele państw europejskich. Powstawały w nich organizacje kościelne, grupy wyznaniowe (np. anabaptyści) i kościoły narodowe (kościół anglikański) niezależne od papieża. Próby zahamowania postępu reformacji przez sam Kościół Katolicki i władze świeckie doprowadziły do długich i krwawych wojen religijnych w Niemczech i we Francji, które zakończyły się uznaniem wyznań protestanckich przez prawo.

Piastowie śląscy chętnie przechodzili na wiarę protestancką, ponieważ przejęli majątki kościelne na własność i zyskali większą swobodę polityczną. Książę legnicko - brzeski Fryderyk II przyjął wyznanie luterańskie już w 1523 r., natomiast w jego księstwie proces sekularyzacji dóbr Kościoła katolickiego i przechodzenia na nowe wyznanie zakończył się w 1534 r.

Chłopi, przyzwyczajeni od pokoleń do liturgii i obrzędów rzymskokatolickich, początkowo niechętnie przystępowali do nowej wiary. Nic na tym nie zyskali. Opłaty świadczone do tej pory na rzecz katolickiego proboszcza przejął protestancki minister, a ilość dni wolnych od pracy, z okazji różnych świąt, znacznie się zmniejszyła. Z czasem jednak dawni katolicy stali się gorliwymi protestantami. Do zboru przyciągała ich ojczysta mowa. Tutaj słuchali liturgii w języku polskim, nie w obcym i trudnym do zrozumienia języku łacińskim.

W księstwie brzeskim największa parafia protestancka obejmowała Jelcz, Laskowice, Piekary, Dziuplinę, Grędzinę, Janików i Brzezinki. Jej siedziba mieściła się w Laskowicach. Nie znamy nazwisk pierwszych pastorów, listę kaznodziei protestanckich możemy odtworzyć dopiero od 1564 r. Nie ulega jednak wątpliwości, że w tym czasie, wszyscy po kolei uważali język polski za ojczysty, chociaż prawdopodobnie utożsamiali się bardziej ze Ślązakami niż Polakami.

Następstwem reformacji było ożywienie życia religijnego oraz rozwój oświaty, muzyki i literatury kościelnej. Protestanci uważali, że liturgię należy głosić w zrozumiałym, ojczystym języku. Powszechne zastąpienie łaciny językiem narodowym wywołało w początkowym okresie protestantyzmu bardzo szybki rozwój rodzimego piśmiennictwa religijnego. Podobnie było na ziemiach polskich, a protestancka parafia laskowicko - jelczańska i jej pastor Simon Figuliusz, zajmują szczególne i ważne miejsce w polskiej literaturze kościelnej. Otóż Simon Figuliusz, który przybył do Laskowic z podwrocławskich Swojszyc, zakończył około 1573 r. pracę nad pierwszym polskim mszałem rękopiśmiennym. Dzieło to zawierało Listy Apostolskie oraz Ewangelie i liczyło 292 strony. Na karcie 210 autor napisał: "Simon Figuliusz polanczyk na ten czas fararz w Laskowicach." Ten cenny rękopis jest przechowywany w Bibliotece Kapitulnej we Wrocławiu. Pastor Simon Figuliusz nauczał w tutejszej parafii do 1587 r.

Po śmierci Konrada II w 1561 r., Jelczem zarządzali kolejni, najstarsi potomkowie rodu: Walenty, w latach 1581 - 1583 Jan, a od 1586 r. do 1618 jego brat Konrad V.

1 maja 1569 r. dobra Saurmów zostały wydzielone z posiadłości biskupów wrocławskich i uznane za majątek dziedziczny. Osobowość prawną tej decyzji potwierdził 18 marca 1570 r. cesarz Maksymilian II i w 1586 r. biskup wrocławski Andrzej. Mocą tych dokumentów majątek jelczański nie został jednak całkowicie oddzielony od własności biskupiej i dlatego Saurmowie nie mogli dysponować nim w dowolny sposób. Nie mieli prawa sprzedać Jelcza ani go zastawić. Taki majątek określamy w historii mianem fideikomis.

Silna, wielka, liczna, dobrze ustosunkowana rodzina Saurmów bardzo dbała o swoją koronną posiadłość - Jelcz. Wiemy o tym dzięki zachowanemu spisowi inwentarzowemu, który sporządzono 17 maja 1618 r. na życzenie wdowy po Konradzie Saurmie IV, Anny Eleonory. Anna zabiegała w kurii biskupiej o pomoc w przyznaniu spadku po zmarłym mężu. Majątek przyznano jej dożywotnio, a wspomniany dokument pozwala poznać stosunki panujące na zamku jelczańskim i przyjrzeć się codziennemu, zwykłemu życiu w tamtych czasach. Czytamy w nim, że w piwnicy zamku pod zbrojownią było pomieszczenie pełniące funkcje tajnego archiwum, gdzie w specjalnych skrzyniach przechowywano różne, ważne dokumenty. W 4 takich skrzyniach znajdowało się 46 dokumentów pergaminowych dotyczących Jelcza oraz 65 dotyczących Gniewkowa. W osobnej skrzyni leżały testamenty, kontrakty, akty własności i dokumenty zakupne. Następna mieściła dokumenty Starościny namysłowskiej, Jeszkowic i Jankowic. W jeszcze innej ułożono pergaminy dotyczące Wojnowic, poza tym 60 skryptów dłużnych i poręczeń na większe i mniejsze sumy.

Zamek jelczański posiadał bogatą, jak na tamte czasy, bibliotekę. Zgromadzono w niej 220 woluminów, o treści prawniczej, przeważnie autorów włoskich, francuskich i łacińskich. Stały tam także księgi o różnorodnej treści, 27 in folio, 30 quarto i 11 octavo. Oprócz nich znajdowało się tam 13 polskich i czeskich modlitewników, śpiewników i zbiorów kazań. Tylko 4 egzemplarze o tematyce sakralnej były napisane w języku niemieckim, co budziło zdziwienie dziewiętnastowiecznych historiografów niemieckich. A przecież ta biblioteka, kompletowana przez wszystkich poprzednich właścicieli Jelcza, musiała zawierać dokumenty i księgi napisane przede wszystkim w ich ojczystym, polskim języku, w którym modlili się i porozumiewali na co dzień. Na podstawie przekazów źródłowych wiemy, że Saurmowie też musieli nauczyć się języka polskiego.

Dzięki spisowi inwentarzowemu z 1618 r. znamy w przybliżeniu wygląd niektórych pomieszczeń mieszkalnych. Wiemy, że w izbie gościnnej stało 7 łóżek z baldachimami i zasłonami, a 4 izby mieszkalne obito barwnymi dywanami. W zamku była też zbrojownia, ozdobiona portretami nieżyjących już Bernarda i Konrada Saurmów, pędzla Adama Pogela. Na wyposażeniu zbrojowni było także 37 halabard, 6 strzelb i 26 muszkietów. Nie znana nam ilość mizerykordii, mieczy, rapierów i sztyletów leżała w skrzyniach. Zamku strzegło 19 dział na lawecie i 9 moździerzy.

Na wodzie przy wyspie zamkowej pracował młyn na statku, przytwierdzony do brzegu żelaznymi łańcuchami. Trzeba przyznać, że taki młyn zainstalowany na statku był rzadko spotykanym urządzeniem gospodarczym, za to mełł zboże nawet w okresie największej suszy, w przeciwieństwie do zwykłych młynów, jakie posiadali Pretficzowie. Naprzeciw zamku wybudowano browar, w którym wytwarzano piwo. Wyrabiało się je z chmielu, który z powodzeniem uprawiano już od XIII wieku w okolicach Jelcza. W omawianych czasach produkcja piwa rozwinęła się tutaj na wielką skalę. Tuż przy brzegu Odry znajdowały się zagrody dla 23 mlecznych krów, 313 cieląt i 66 świń. Jelczański folwark posiadał ponadto 38 koni i źrebaków, 20 wołów, 35 krów, 72 gęsi i po 4 indyjskie (lub indiańskie) kury i kaczki. Największy dochód przynosiła jednak Saurmom hodowla owiec, z których wełnę sprzedawano na słynnym wrocławskim targu - w Rynku, po stronie nie istniejącego już dzisiaj domu wagi miejskiej. Dawniej znajdowała się ona w miejscu, gdzie z Rynku wchodzi się w ulicę Ruską, około 50 m od ratusza miejskiego.

Jak widać majątek jelczański w XVII wieku bardzo dobrze prosperował i przynosił znaczne dochody. Saurmowie dbali o swoje dobra, kupowali nowe ziemie, zakładali coraz więcej folwarków, instalowali nowoczesne, jak na tamte czasy urządzenia, budowali pomieszczenia gospodarcze, rozwijali hodowlę zwierząt. Z rozmysłem wykorzystywali wszystko to, co można było pozyskać z okolicznych ziem. Niewiele jednak mogliby dokonać bez codziennej, mozolnej i ciężkiej pracy pańszczyźnianych chłopów, którzy nie mając żadnych praw, musieli bez możliwości jakiegokolwiek sprzeciwu, wykonywać wszystkie polecenia swoich panów i nadzorców.

7 kwietnia 1623 r. zamek spłonął, a razem z nim duża ilość zboża, mąki i czystego słodu. Niewykluczone, że wiązało się to z falą wystąpień chłopskich, po wybuchu powstania czeskiego. Prace nad odbudową zamku zlecono znanemu fortyfikatorowi Walentemu Saebischowi. Projekt zakładał modernizację i budowę nowych umocnień obronnych, ale wydarzenia toczącej się wtedy wojny trzydziestoletniej, przeszkodziły w realizacji planów. Mimo to Jelcz leżący na trakcie wiodącym z Oławy do Oleśnicy oraz z Oławy do Wrocławia, na granicy ziem koronnych i protestanckiego księstwa brzeskiego, w miejscu dogodnym do kontrolowania Odry, był znowu ważnym punktem strategicznym.

W 1624 r. biskupem wrocławskim został 11 - letni królewicz Karol Ferdynand z rodu polskich Wazów (syn polskiego króla Zygmunta). Najprawdopodobniej od tego momentu Saurmowie próbowali oderwać, całkowicie oddzielić swoje dobra od biskupstwa wrocławskiego, a tym samym uzyskać pełną samodzielność i niezależność. Byli lojalni wobec cesarza i biskupa, ale wiemy, że po cichu sprzyjali protestantom i byli gotowi w każdej chwili przejść na ich stronę, co dodatkowo sprzyjało chęci uzyskania całkowitej swobody prawnej. Sprawę tę powierzono do rozpatrzenia Jakubowi Schiokfussowi, radcy i fiskałowi legnicko - brzeskiemu, który na podjęcie decyzji w tej sprawie miał tylko jedną noc z 2 na 3 stycznia 1631 r. Schiokfuss napisał na ten temat traktat liczący 7 stron i w 12 punktach rozważył wszystkie argumenty za i przeciw. Za podstawę analizy posłużył mu list zakupny z 1452 r. Ostatecznie zadecydował, że Jelcz pozostanie nadal lennem biskupim. Saurmowie musieli więc stanąć w szeregach stronnictwa cesarskiego oraz przyjąć i utrzymać na zamku załogę cesarską.

Zanim na dobre na Śląsku rozpętała się zawierucha wojenna, laskowiccy chłopi wytoczyli Pretficzom proces. Inicjatorem był sołtys Marcin Włoch, który funkcję tę pełnił od 1584 r. Podstawą sporu był dokument lokacyjny z 1293 r. (ostatni odpis tego dokumentu pochodzi z 1580 r.), który gwarantował chłopom wolny wypas zwierząt w lesie i prawo zbierania drewna na opał, w zamian za usługi na rzecz dworu: za każdą furę drewna przypadającą na łan ziemi chłopa, miał on zwieźć do dworu takich fur 12. Poza tym na czas wyjazdu pana z dworu, dwóch wyznaczonych przez pana wieśniaków miało dniem i nocą pełnić tam stróżę. 11 października 1628 r., zgodnie z prastarym polskim prawem obyczajowym, odbył się sąd - wiec. Przy czym miejscem obrad nie były Laskowice, lecz Piekary leżące na terytorium dawnej kurii książęcej w Jelczu. W skład sądu wchodzili: sołtys, ławnicy i starsi wioski, a przewodniczył jego obradom urzędnik sądu dworskiego z Jelcza Fryderyk Krause, który przypuszczalnie symbolicznie reprezentował księcia. Sądom tego rodzaju ówczesna doktryna i praktyka prawnicza nie przyznawała żadnej sankcji, czyli postanowienie takiego wiecu nie miało mocy wyroku sądowego, było nieważne w świetle prawa. Zatem Pretficz nie musiał się obawiać żadnego wyroku, a tym bardziej konsekwencji prawnych. Mimo to osobiście i dobrowolnie przybył na rozprawę, aby załagodzić spór. Na podstawie zachowanego dokumentu wiemy, że na wspomnianym procesie językiem urzędowym był język polski. Fryderykowi Krause przebieg rozprawy i mowy stron na język niemiecki tłumaczył proboszcz z Wojnowic Jan Waltsgott.

Tymczasem na Śląsku trwała wojna trzydziestoletnia. Toczyła się ona na terytorium Rzeszy Niemieckiej od 1618 do 1648 r., między obozem habsbursko - katolickim, a obozem protestantów. Brały w niej udział prawie wszystkie państwa zachodniej i środkowej Europy. Do konfliktów zbrojnych doprowadziła rywalizacja Francji z Habsburgami oraz narastające w Niemczech w drugiej połowie XVI i na początku XVII wieku sprzeczności społeczno - polityczne i religijne. W obronie swych interesów protestanci niemieccy utworzyli Unię Protestancką, a katolicy Ligę Katolicką. Wojska cesarskie pod dowództwem Wallensteina i Lichtensteina walczące na Śląsku miały początkowo przewagę nad protestantami i bezkarnie terroryzowały mieszkańców tej dzielnicy. Sytuacja zmieniła się w 1631 r., gdy protestanckie oddziały szwedzkie pod dowództwem króla Gustawa Adolfa pokonały pod Breitenfeld katolicką armię Tillyego. Po śmierci Gustawa Adolfa w 1632 r., Wallenstein zajął Śląsk ponownie, mszcząc się bezlitośnie na ludności za jej przychylną postawę wobec Szwedów i Sasów. W tej sytuacji książęta Brzegu, Legnicy i Oleśnicy oraz miasto Wrocław zawarli z wojskami szwedzkimi tzw. koniunkcję, mającą na celu walkę o tolerancję religijną. Postępowanie Wallensteina zmusiło wkrótce ich przywódców do ucieczki, z Janem Christianem brzeskim na czele. Gdy w lutym 1634 r. wódz cesarski został zamordowany, generałowie protestanccy Brenner, Duval i Arnim znowu wkroczyli na Śląsk.

Przez cały ten czas doskonale ufortyfikowany, chroniony przez rzekę jelczański zamek pozostał niezdobyty. Przechodząca tędy armia szwedzka, maszerująca spod Wrocławia do Brzegu, także nie mogła pokonać cesarskiej załogi stacjonującej w Jelczu. Zamek poddał się dopiero 22 lipca 1634 r. Okoliczności tego wydarzenia tak opisał później Chrystian Rechtreu: "Posłali wrocławianie szwedzkiego porucznika Spremberga z jego saskimi najemnikami, do których dołączyła się kupa luźnego motłochu żądnego łupu. Wiedli ze sobą kilka dział, a rej między nimi wodził Długi Gotfryd Błażek (Blasch), karczmarz i rzeźnik. Zbombardowali zamek i uderzyli na ludzi cesarskich, których wysiekli." Biorąc pod uwagę późniejsze przekazy źródłowe mówiące o tym, że Jelcz zamieszkiwali Polacy wyznania augsburskiego, wrocławianie mieli w tym wypadku ułatwione zadanie. Niewykluczone, że sami Saurmowie pomogli Sprembergowi, choćby wskazując im tylko znane, słabe punkty obrony zamku. Dodajmy, że podczas szturmu nic się Saurmom nie stało, być może nie było ich wcale w Jelczu w tym czasie. Ponad 6 i pół roku protestancka załoga broniła się w jelczańskim zamku, mimo że wokół od 1635 r. akcję pacyfikacyjną prowadziły wojska katolickiej ligi. W ciągu 1640 r. wojska cesarskie pod dowództwem generała Mansfelda uzyskały znaczną przewagę, rozprawiając się wszędzie w okrutny sposób z mieszkańcami za sprzyjanie Szwedom. Na początku nowego roku katolickie oddziały generała Goltza wzięły zamek Jelcz szturmem. Wrogowie przeszli wtedy przez lód po zamarzniętej Odrze. W tym czasie, dokładnie 9 stycznia 1641 r. został zabity strzałem z pistoletu Hans Dytrych Saurma. Strzelił do niego jeden z cesarskich żołnierzy. Oficjalna wersja tego wydarzenia podaje, że stało się to podczas szarpaniny między "zabójcą a jego ofiarą" o konia, którego żołdak chciał zrabować Saurmie. Nie dowiemy się już nigdy, jak było naprawdę. Wydaje się jednak prawdopodobne, że śląski magnat mógł zostać zabity z rozmysłem, w akcie zemsty za swoje jawnie demonstrowane sympatie wobec protestantów. Niewykluczone, że również za domniemaną zdradę Saurmów w lipcu 1634 r., kiedy dobrze strzeżony i niedostępny letnią porą zamek dostał się w ręce protestanckiej unii. Dodajmy, że żołnierze nie pozostawili wtedy przy życiu nikogo z cesarskiej załogi. Najprawdopodobniej potem żołnierze cesarscy musieli doszczętnie splądrować zamek i spustoszyć wieś, skoro po skardze wniesionej na nich przez Saurmów do samego cesarza, usiłowali całą winę zepchnąć na Szwedów. Natomiast w dowód wdzięczności, aby wynagrodzić rodzinie stratę Hansa Dytrycha oraz uhonorować jego męczeńską (?) śmierć, a także za cierpienia jakich doznali od Szwedów i dowody ich (naszym zdaniem dość wątpliwej) lojalności wobec cesarza, otrzymali Saurmowie w 1647 r. tytuł baronów cesarstwa rzymsko - niemieckiego. Aby upamiętnić wydarzenie ze stycznia 1641 r., w XVIII wieku wystawiono Hansowi Dytrychowi Saurmie kapliczkę na drodze wiodącej z Jelcza do Miłoszyc, która stoi do dzisiaj przy ulicy Fabrycznej w Jelczu.

Przez cały 1642 r. wojska cesarskie znowu niepodzielnie panowały na Śląsku. Zarówno dowódcy wojskowi jak zbrojąca się ludność śląska potrzebowali pieniędzy, dlatego konfiskowano majątki i ściągano zaległe podatki. 23 lipca 1641 r. główny poborca podatku od piwa w księstwie brzeskim doniósł Wyższemu Urzędowi Śląskiemu o niezwykłym urodzaju chmielu na jelczańskich ziemiach. Już 3 dni później otrzymał polecenie odzyskania zalegającego podatku od piwa, w wysokości 416 talarów. Bracia Leuthold i Wolf Saurmowie wysłali do urzędu prośbę o zwłokę, zobowiązując się do zapłacenia zaległości natychmiast po sprzedaży świeżo pędzonego piwa. Nie mamy innych wiadomości na ten temat, ale możemy domyślać się, że Saurmowie zapłacili zaległy podatek, kosztem dodatkowych obowiązków nałożonych na poddanych.

W kwietniu 1642 r. szwedzki generał Tortenson, po rozgromieniu armii księcia Franciszka Albrechta, opanował Śląsk, więc role znów się odwróciły. Lata 1643 i 1644 były spokojniejsze, ale w 1645 r. ponownie szwedzka kawaleria pod dowództwem generała Koenigsberga zajmowała podgórskie miejscowości i brała udział w potyczkach z wojskami katolickimi na Śląsku. Przez cały ten czas załoga cesarska w Jelczu dzielnie i skutecznie broniła zamku. Jednak dwukrotne oblężenie musiało zamek poważnie nadwyrężyć, skoro 22 grudnia 1644 r. Wyższy Urząd Śląski, pamiętając o sympatii Saurmów do protestantów, pisał: "ponieważ nieprzyjaciel zajął Oławę, może pokusić się również o zdobycie Jelcza." Było to umyślne i wyraźne ostrzeżenie przed jakąkolwiek próbą oderwania się od obozu katolickiej ligi. Panowie Jelcza doskonale zdawali sobie sprawę, że oddanie zamku w ręce protestantów, a tym samym jawne zerwanie zależności lennej od zwierzchnictwa biskupów wrocławskich, groziło prawną i zbrojną interwencją cesarską. Zdawali sobie również sprawę z tego, że w każdej chwili biskupi mogli, z racji swoich praw lennych, wykorzystać jeczański majątek dla celów Kościoła. Tymczasem związek z należącymi do Unii Hohenzollernami, którzy zawarli ugodę dotyczącą dziedziczenia po książętach brzeskich, mógł przynieść konkretne korzyści materialne jelczańskim właścicielom. Zatem Saurmowie znaleźli się w trudnej sytuacji, z której potrafili mimo wszystko mądrze wybrnąć. 27 listopada 1645 r. podzielili majątek na dwie części, co dawało większą szansę na zrealizowanie dawno planowanego zamiaru.

Do pierwszej części należały: "zamek, folwark i wieś Jelcz z pustkami, górny młyn, leżalnie piwa w Jelczu, Piekarach, Nowym Dworze, Wojnowicach, Jaszkowicach i Jankowicach, chmielnik, cło lądowe i wodne z Odry, Odra górna od granicy oławskiej, aż do starej stodoły na cegły, jeziora po obu stronach rzeki i stawy: Młyński, Kotuliński, Myśliwski i Zamkowy. Łowiska ryb w Młynówce od Grobli Korzennej (Warzeldamme) do dolnego młyna. Pastwiska i łąki, Łęg, kawałek za jeziorem Słoneczny Kąt (Sonnenwinkel) i Kegelplan, starojelczańskie, Kałuża (Kahlen lub Kauen), Wielka i Mała Brześcina, Mogiła (Moylecka), Wertep, pastwiska za jeziorem Tzoyren (Jeziore).

Do drugiej części należały: wieś i folwark Piekary, Nowy Dwór, cło lądowe z Piekar i rzeczne z Ratowic, pastwiska Kokutka i Wielki Las. Stawy: Sienny, Żabi (Krote - później osuszone pastwisko dla koni rasowych), Cynowy, trzy przystanie, folwark Ratowice, dolny młyn naprzeciw Ratowic oraz dolna część Odry od drogi ceglanej do granicy Gajkowa wraz z Jeziorem i grzęzawiskami, wieś i folwark Gniewków.

Las miał być wspólny, a żołędzie dla świń, miód, jagody, dziczyzny i zwierzęta złapane w potrzask będą użyte po połowie. Piekary i Nowy Dwór zostaną oddzielone od Jelcza, granica miała iść wzdłuż granicy laskowickiej w górę pól jelczańskich, stąd lasem dębowym do grobli na stawie Siennym, tak daleko jak staw Sienny i Cynowy wlewają się do młyna Gorzucha. Część tę zamykają Wojnowice, Jankowice, folwark Jeszkowice, Starościna i Kamień." Wolf Albrecht wziął 20 kwietnia 1646 r. część pierwszą, a starszy Leuthold drugą.

Przytoczony tekst źródłowy nie jest dla nas całkowicie czytelny i jasny. Nie znamy dokładnego znaczenia niektórych dawnych, zapomnianych, nie używanych dziś pojęć. Możemy jedynie próbować zrozumieć je i wytłumaczyć. Podobny problem stwarzają nazwy, ponieważ z upływem czasu zmieniały się, a o innych po prostu zapomniano. Nie zawsze potrafimy ustalić, gdzie leżały wymienione młyny, przystanie i stawy. Niektóre z nich przestały istnieć, ponieważ Odra zmieniała swoje koryto. Wiemy, że kilka stawów zasypano lub osuszono, wycięto wiele lasów. Dzięki rowom melioracyjnym wyschły mokradła, zatem lokalizacje osad i dróg także ulegały przesunięciom. Pamiętajmy i o tym, że wiele problemów stwarza samo odczytywanie rękopiśmiennych tekstów.

Każdy mieszkaniec naszej gminy wie, że w okolicy jeszcze dzisiaj znajdują się liczne, chociaż zazwyczaj nieduże stawy. Na podstawie przekazów źródłowych możemy przypuszczać, że niektóre z nich powstawały celowo. Prawdopodobnie już około XIII wieku na tych terenach mnisi z benedyktyńskiego klasztoru Św. Wincentego, fundowanego przypuszczalnie przez Piotra Włostowica w 1193 r., prowadzili na dużą skalę hodowlę ryb. Powstał tutaj również skomplikowany system rowów połączonych z naturalnymi strumieniami, jeziorami i sztucznymi stawami. Dodajmy, iż od 1253 r. aż do czasów pruskich, do benedyktynów należały nieprzerwanie Dziuplina oraz Dębina, a 40 łanów należących do Dębiny było własnością klasztoru co najmniej od drugiej połowy XIII wieku. Potem o dębińskie łany toczył się długotrwały spór i ostatecznie klasztor je utracił.

Tymczasem wojna trzydziestoletnia zbliżała się powoli do końca. W grudniu 1646 r. szwedzki generał Gundy pokonał cesarską załogę w Jelczu, jak podają źródła, podstępem. Przypuszczalnie wykorzystano lód na Odrze, podobnie jak w styczniu 1645 r. Przez cały następny rok, z Jelcza i Oleśnicy, Szwedzi dokonywali systematycznych napadów na oddziały cesarskie, umocnione na przedmieściu elbląskim Wrocławia. Doskonała pod względem strategicznym pozycja pozwoliła im również skutecznie blokować Wrocław, który tym razem pozostał wierny cesarzowi. Zamek na Odrze strzegł, by nie przepłynął tędy żaden prom, tratwa czy szkuta. Taki stan rzeczy utrzymał się do pokoju westfalskiego podpisanego w 1648 r. Na mocy postanowień tego pokoju, w państwach podległych koronie czeskiej zakazano wyznawania religii protestanckiej, natomiast książęta Legnicy, Brzegu, Wołowa, Oleśnicy i miasto Wrocław otrzymali prawo do wyznania augsburskiego.

24 marca 1650 r. Wolf Albrecht Saurma kupił za 9 000 talarów i roczną dożywotnią rentę, od zadłużonego Jana Ernesta Pretficza, pałac w Laskowicach, folwark Dębina, tzw. nowy folwark, niższe i wyższe sądownictwo, prawo polowań, prawa lenne do kościoła i dzikie stadniny. Niedługo potem zamieszkał tam, pieczętując akt kupna małżeństwem z Marią Pretficz. Laskowickie dobra leżały na terenie księstwa brzeskiego, dlatego ich właściciel był chroniony postanowieniami pokoju westfalskiego, a co za tym idzie, nie musiał ukrywać swoich protestanckich przekonań. Być może była to jedna z przyczyn, dla której Saurmowie zdecydowali się na zakup tych ziem. Z drugiej strony było oczywiste, że dziedzictwo księstwa brzeskiego po śmierci piastowiczów obejmą protestanccy Hohenzollernowie. Zatem przynajmniej część majątku Saurmów pozostałaby wolna od zwierzchności biskupa wrocławskiego. Z najcenniejszej posiadłości - Jecza, który dał im nazwisko i pozycję, Saurmowie nie mogli zrezygnować. Panem tych włości pozostał nadal Leuthold Saurma.

Wiele informacji o polskiej mowie w naszej miejscowości dostarczają raporty i zapisy, odnotowane w księgach wizytatorów kościelnych wrocławskiej diecezji katolickiej. Są one tym bardziej wiarygodne, że sporządzali je Niemcy, będący na ogół nieprzychylni Polakom. W czasie wojny trzydziestoletniej Jelcz należał do parafii Miłoszyce, która wraz z parafią Wojnowice posiadała jednego proboszcza i skrybę. Raport wizytacji z 1638 r. donosi, że na jej czele stał proboszcz znający oprócz języka polskiego także niemiecki. Dalej czytamy, że "ubodzy chłopi trzymają się uparcie języka polskiego i trwają na ogół przy wierze katolickiej." Później, dzięki raportowi z wizytacji w 1648 r. dowiadujemy się, że w Jelczu odprawiał nabożeństwa pastor luterański, który musiał ustąpić miejsca księdzu katolickiemu w 1648 r. Notatka superintendenta Jana Letschiusa z Brzegu, pochodząca z 4 października 1651 r. i zapisana w księgach wizytacji Laskowic donosi, że: "Jelcz jest filią. Piekary i Dębina należą tutaj. Dziuplina trzyma się gościnnie kościoła. Przedtem nabożeństwa odbywały się jedną niedzielę w Laskowicach, drugą w Jelczu (...) Polski i niemiecki w Laskowicach, w Jelczu jedną niedzielę niemiecki, drugą polski..."

Jak wynika z informacji wizytatora wrocławskiej diecezji katolickiej z 1666/67 r., po zlikwidowaniu ewangelickiego zboru w Jelczu (na mocy edyktu z 1652 r.), język polski pastora z Laskowic dopomógł ludności Jelcza i okolic w wytrwaniu przy wyznaniu ewangelickim, mimo represji. Wieś Jelcz nadal tylko formalnie należała do parafii miłoszyckiej, gdyż, jak podaje wspomniane źródło historyczne, "faktycznie uznawała tylko luterańskiego kaznodzieję z Laskowic, który odprawiał nabożeństwa po polsku." Prawdopodobnie wsparcie polszczyzny autorytetem Kościoła spowodowało ograniczenie wpływów języka niemieckiego w Ratowicach i Łęgu, gdzie początkowo chrzty odbywały się w języku polskim i niemieckim, a później, ze względu na brak chętnych, udzielano ich tylko po polsku. W niedalekich Minkowicach Oławskich i Bystrzycy nabożeństwa odbywały się po polsku i po niemiecku.

Wymienione sprawozdania świadczą o silnej więzi etnicznej i kulturowej ludności wiejskiej, mieszkającej wtedy w okolicach Jelcza i Laskowic. Po polsku modlono się, rozmawiano, śpiewano pieśni znane od pokoleń. Z tym językiem wiązały się starannie pielęgnowane odwieczne zwyczaje i obrzędy. Język polski łączył katolików i protestantów w obliczu groźby wynarodowienia.

Ziemia brzeska, wbrew przewidywaniom Saurmów, przeszła w ręce korony czeskiej, dobra jelczańskie zostały podzielone na dwie części, a wojna częściowo zrujnowała mozolnie i pieczołowicie gromadzony majątek. Saurmowie potrzebowali teraz pieniędzy na odbudowę zniszczonych zabudowań mieszkalnych i folwarcznych, uzupełnienie wyczerpanych zapasów oraz odnowienie pogłowia zwierząt, przede wszystkim owiec. Otwarcie kanału łączącego Odrę ze Sprewą mobilizowało możnowładców na Śląsku do intensywnej produkcji zboża, które można było szybciej dostarczyć i sprzedać na zachodzie Europy. Tym kanałem płynęły do Holandii dorodne dęby, także z okolic Jelcza i Laskowic. Saurmowie wykorzystywali wszelkie sposoby, by majątek powrócił do dawnej świetności. Cały ciężar tych przedsięwzięć ponosili chłopi pańszczyźniani.

Od 1697 do 1710 r., panem jelczańskich dóbr był baron Wolf Ernest von Saurma - Jeltsch, który zainwestował znaczne sumy w odrestaurowanie jelczańskiego zamku. Odnowiono i ozdobiono komnaty, przyjmowano gości. Pod datą 1737 r. spotykamy notatkę o jelczańskim zwierzyńcu, jednym z najbardziej okazałych na Śląsku. Jelcz odzyskiwał dawną pozycję. Trwało to jednak niedługo. W następnych dziesięcioleciach powoli, stopniowo, ale nieustannie zamek jelczański zaczął popadać w ruinę.

Po śmierci przedsiębiorczego barona Wolfa Ernesta majątek odziedziczył, równie ambitny jak ojciec, syn Johnn Leuthold. Dzięki jego usilnym staraniom połączono w 1723 r. ziemie jelczańskie i laskowickie w jedną całość. Następcą Leutholda został jego starszy syn Johann Fryderyk, natomiast młodszemu Johannowi Antoniemu zapewniono stanowisko prałata wrocławskiej katedry i dożywotni dochód z jelczańskiego majątku. Antoni, chętniej niż w rodzinnym domu, przebywał w swojej rezydencji w pobliżu wrocławskiej katedry. Tam przeniósł się ostatecznie w latach czterdziestych, a jego matka także z czasem zamieszkała we Wrocławiu, w domu Saurmów przy ulicy Urszulanek.

Niezbyt korzystnie, w porównaniu z dobrami jelczańskimi, przedstawiały się w tym okresie dobra laskowickie. Wsie nawet w połowie nie dorównywały stanowi sprzed wojny trzydziestoletniej, ponieważ zabudowania zostały w znacznym stopniu zniszczone, a liczba ludności wyraźnie się zmniejszyła. Stawy hodowlane, zwłaszcza Grędziński i Stary oraz bruzdy doprowadzające do nich wodę pokryły się trawą i zaroślami. Zrujnowane były młyny i urządzenia nawadniające, a pastwiska zarastały lasem. Podobnie zabudowania dworskie nie dorównywały randze i wspaniałości zamku w Jelczu, ale były wystarczająco solidne, wygodne i obszerne. Składały się z domu mieszkalnego, dziedzińców, browaru, stodoły, stajni dla koni, obór dla wołów i krów, owczarni i domu owczarza oraz trzech domów pańskich we wsi. Całość otaczał drewniany parkan z dwiema bramami wychodzącymi na pola, przez które gnano bydło i zwożono płody ziemi, a także trzema bramami pańskimi. Furty naprzeciw kościoła dodatkowo strzegły drewniane blanki.

W 1734 r. ziemie laskowickie przejął rycerz zakonu maltańskiego Johann Fryderyk, który miał zamiar zawładnąć całym majątkiem Saurmów.

DLA TURYSTÓWDLA MIESZKAŃCÓWDLA INWESTORÓW
 
Strona startowa | Informacje | Archiwum | Galeria zdjęć | Mapa strony | Kontakt
Design by Studio E3 All Rights Reserved
Przejrzysta Polska Biuletyn Informacji Publicznej